czwartek, 26 stycznia 2017

Liam (2)

Pierwsza część jest tutaj: link. Teraz (w końcu) zapraszam na kolejną! (Opublikowałam już dzisiaj innego imagina, więc jeśli nie czytałaś, to wróć!)

--------------------

- Dzień dobry, [T.I.], jak się dzisiaj czujesz? - przywitał się lekarz, który nakazał wyprowadzenie Zayna z sali.
 - Żyję. - odparłam cicho.
Od czasu mojego zerwania minęło kilka dni. Miałam ciężką depresję, na prawdę chciałam wychować to dziecko, a on samolubnie spowodował, że może już nigdy nie będę mogła mieć dzieci. Liam bardzo mi pomógł. Był bardzo miły, zachowywał się jak mój przyjaciel.
 - Czyli chyba humor dopisuje... - mruknął do siebie.
Tak, to prawda. Byłam strasznie wredna dla wszystkich, a mała złośliwość, na jaką sobie pozwoliłam była ledwie minimalną dawką tego, co mogłam zgotować wszystkim w normalny dzień, a co dopiero gorszy.
Zachowywałam się na prawdę okropnie, ponieważ nie chciałam nikomu zaufać. Bałam się, że inni też będą mi wbijać noże w brzuch, zupełnie, jakbym była tarczą, w którą można takimi nożami strzelać.
Po jakimś czasie zasnęłam, chociaż dopiero co się obudziłam. Miałam koszmar, w którym dziesięciu Zaynów po kolei wbija mi noże kuchenne w różne części ciała i po każdym uderzeniu upadam na kafelki, a z mojej głowy tryska krew.
Obudziłam się, gdy dziesiąty i największy Zayn zmienił metodę pozbycia się dziecka i zaczął mnie bić po brzuchu.
Krzyczałam, wierzgając nogami i kuląc się. Po chwili poczułam, jak ktoś obejmuje mnie ramionami i usłyszałam spokojny głos:
 - Już... spokojnie, [T.I.], jego tu nie ma. Spokojnie. - szeptał Liam, a ja wtuliłam twarz w jego szyję, cicho płacząc. Pierwszy raz pozwoliłam komukolwiek tak się do mnie zbliżyć od czasu stracenia dziecka.
 - Liam... - zaczęłam cicho, pierwszy raz mówiąc do niego po imieniu - Ja tak sobie myślałam... czy będę mogła jeszcze kiedyś mieć dzieci?
 - Obawiam się, że nie. - odparł i zanurzył twarz w moich włosach.

Po tym oświadczeniu moja sytuacja psychiczna bardzo się pogorszyła. Przestałam rozmawiać z kimkolwiek, nie odpowiadałam na pytania, olewałam Liama. Częściej za to budziłam się z krzykiem, ale jak tylko Payne chciał mnie uspokoić, wierzgałam nogami tak, że nie mógł nic zrobić. Wiedziałam, że zachowuję się jak rozkapryszona nastolatka, ale po prostu nie chciałam pomocy. Chciałam zakończyć swoje życie.
Gdy prawie pół roku później w końcu mnie wypuścili, chciałam jak najszybciej skończyć ze wszystkim. I udało mi się. Zamiast wrócić do domu, ruszyłam do miejsca, które zawsze kochałam. Był to Big Ben, a z niego najpiękniejszy widok w całej Anglii. Wiedziałam, co chcę zrobić, pragnęłam tego całym sercem. Po włamaniu się i wejściu na sam szczyt, zeskoczyłam. W ostatniej chwili życia poczułam szczęście, jakby dziecięcą radość na myśl o tym, że w pewnym sensie właśnie spełniam swoje największe marzenie, jakim było skoczenie ze spadochronem, a jednocześnie kończę z tym.
Jednak równocześnie poczułam straszny ból, jakbym znowu przeżywała ten koszmar, od którego chciałam się uwolnić. Chciałam wrócić, przeprosić Liama za to, że byłam tak okropna dla niego, kiedy chciał mi pomóc. Ale było już za późno.
To zabawne, jak wiele myśli mogło przemknąć mi przez głowę, gdy kończyłam moje życie.
Dosłownie w ostatniej chwili przypomniałam sobie, jak powiedział mi, że nie chce pomóc mi, bo jest lekarzem. Teraz zrozumiałam. Zrozumiałam wszystkie jego smutne spojrzenia, drobne gesty, próby pomocy. Nawet zwyczajny lekarz prawdopodobnie nie przytulałby pacjentki po koszmarze. On to zrobił, ale dla niego nie byłam tylko pacjentką. A on dla mnie nie był tylko lekarzem.
W końcu poczułam niesamowicie okropny ból, jakby ktoś rozrywał dziurę w moim brzuchu, klatce piersiowej, nawet twarzy. Wiedziałam, że na prawdę moja skóra rozrywa się pod wpływem ziemi, w którą uderzyłam z całym impetem. To był koniec.

1 komentarz:

  1. Kiedy 3 część Niall szkolny bad boy ?? Ps kocham twojego bloga :*

    OdpowiedzUsuń